piątek, 29 lipca 2011

o Milaku w Gazecie

Ilustruje bajki, uczy przedszkolaków historii sztuki, a w wolnym czasie maluje trampki w fantazyjne wzory. W jej obuwniczych dziełach sztuki chodzą już w Niemczech, na Rodos, a wkrótce nawet w Katarze


Rozmowa z Mileną Matyas*

Agnieszka Bulińska: Od kiedy zaczęło się malowanie trampek?
Milena Matyas: Na poważnie od wiosny tego roku. To był impuls. Zobaczyłam zwykłe, czarne trampki na Allegro. Pomyślałam, że są całkiem fajne. Okazało się, że mają też białe modele. Kupiłam jedne na próbę i stwierdziłam, że czegoś im brakuje. Wzięłam pędzel do ręki i po jakichś dwóch godzinach były ozdobione. Sprawdziłam i okazało się, że farba się doskonale trzyma, a efekt był imponujący. Opowiedziałam o tym najpierw w gronie znajomych, a potem to już samo jakoś poszło. Teraz wysyłam trampki do Trójmiasta, Warszawy, zdarzyło się na Rodos i do Niemiec. W kolejce czeka wysyłka do Kataru i Kopenhagi. Naprawdę nie spodziewałam się takiego zainteresowania.

Sama wymyślasz wzory?
- Tak, to moje autorskie pomysły. Nie chcę nikogo kopiować. Tworzę swój niepowtarzalny styl. W rezultacie powstają nieraz surrealistyczne projekty. Lubię malować postaci trochę bajkowe, ale zdarzają się stwory bardziej mroczne. Są też zwierzęta - koty czy ryby. Czasem to zamawiający ma jakąś wizję, nie do końca konkretną, więc wspólnie dogadujemy szczegóły. Teraz pracuję nad postaciami z Muminków.


Inspirują cię sławni malarze?
- Są trzy rzeczy, które sprawiają, że moja wyobraźnia wariuje. To baśnie - bo ich świat jest jednocześnie dziwny i zachwycający, stare filmy (głównie z gatunku noir, z kinematografii czeskiej) albo amerykańskie kino lat 70. Nie można też zapomnieć o moim syndromie Wikipedii.

Na czym polega?
- Uwielbiam fakty. Jak mam wolną chwilę, zaczytuję się w informacjach na Wikipedii. Wiem, że część nie jest prawdziwa, ale ja to potem weryfikuję i sprawdzam. To mnie kręci. Potem w głowie tworzą mi się jakieś nowe pomysły, obrazy, które przenoszę na płótno.

Można na tym zarobić?
- Para damskich trampek kosztuje 60 zł, męskie 70 zł. Na wykonanie kompletu niekiedy starczają niecałe dwie godziny, choć trudniejsze wzory to już praca czterogodzinna. Ostatnio zaczęłam ozdabiać torby płócienne. Sprzedaję te modele za 22 zł. Próbuje też z szyciem. To wszystko jest raczej moim hobby, które owszem przynosi pieniądze. Jednak oprócz tego współpracuję z przedszkolem i wykonuję ilustracje. Teraz zwróciła się do mnie warszawska firma. Robię dla nich komiks o urządzeniach technicznych. Dla mnie zupełna nowość, ale próbuję wszystkiego. Przyjmuję też zlecenia na malowanie dziecięcych pokoików w bajkowe wzory.

Często pracujesz z dziećmi?
- Uwielbiam to. Wymyśliłam takie zajęcia z historii sztuki dla 3,5-latków. Opowiadam im o sławnych malarzach i ich dziełach, ale w formie bajki. Takie fabularyzowane historyjki zapadają im w pamięć. Mówię im tak: dawno temu żył sobie pan Leonardo, który pięknie malował. Pewnego razu przyszedł do niego przyjaciel i poprosił o obraz swojej pięknej żony. One to łapią od razu, a przy tym jest dużo śpiewu i zabawy.

Plany na przyszłość?
- Marzy mi się założenie firmy - takiej od projektów artystycznych. Póki co spełniam się w tym, co robię. Wymyślam, robię nowe wzorki i zastanawiam się dokąd teraz pojadą moje trampki.

* Milena Matyas - Ma 24 lata. Na stałe współpracuje z Mirosławą Gawryłkiewicz, popularną Nutką Milutką, która prowadzi edukację artystyczną od 0 do 100 lat. Jest też związana z Fundacją Kreatywnej Edukacji i ich Uniwersytetem Dziecięcym, gdzie prowadzi warsztaty z przedszkolakami. Studiuje dziennie pedagogikę ze specjalnością animacja na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego. Oprócz ozdabiania trampek, maluje też płócienne torby i wykonuje ilustracje do dziecięcych bajek. Milak to jej pseudonim artystyczny. Żeby zobaczyć prace Mileny, wejdź na stronę milenamilak.com


Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz

piątek, 15 lipca 2011

od kilku dni mój czas zajmuje głównie "dłubanie" zamówionych przez pewną firmę komiksów.
projekt jest w trakcie, więc poczekam z ujawnieniem całości,obok mały sneak peek.
praca nad zleceniem bywa zabawna, ponieważ komiksy są dość hermetyczne w treści i często sama nie wiem, co rysuję :)))
Panowie inżynierowie się ze mnie śmieją, za to ja nie za bardzo z ich technicznych żartów... :D
sneak peek!
Ale nawet pomimo małych problemów z przyswojeniem treści to zlecenie daje mi dużo satysfakcji - sporo czasu minęło od kiedy miałam okazję rysować więcej, niż pojedyncze komiksowe kadry. Naiwnie wciąż czekam na to niemalże filmowe olśnienie, kiedy idealny scenariusz trafi do mych rąk, a ja machnę cały album w tydzień. Póki co scenariusza brak.


A mając chwilę przerwy pomalowałam kolejne trampki, które dzisiaj polecą na Rodos. Ekspansja na świat pełną parą! 

Szukaj na tym blogu